00:00
Trzynastoletniej Izzie zabrakło zaledwie 200 metrów i 3 minut, by bezpiecznie dotrzeć do domu. Przez 15 lat śledczy dysponowali materiałem genetycznym sprawcy, ale nie potrafili przypisać go do konkretnej osoby. Ponad 950 przesłuchań, 900 próbek DNA i dwa portrety pamięciowe przez lata nie przynosiły odpowiedzi. W tym odcinku opowiem o rodzinie, która nie przestała czekać oraz o przełomie w polskiej kryminalistyce.
00:30
Nazywam się Kamila Rolak, jestem kryminologiem i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu Z jak zbrodnia.
01:05
Są sprawy, które rozwiązują się w tydzień i takie, które czekają na rozwiązanie dłużej niż trwało całe życie ofiary. Dzisiejsza sprawa należy do tej drugiej kategorii. Przez 15 lat śledczy dysponowali dowodem doskonałym, materiałem genetycznym sprawcy zabezpieczonym już pierwszej nocy.
01:30
Człowiek, który go zostawił, nigdy nie wszedł w żaden konflikt z prawem. Nigdy nie trafił do żadnej policyjnej bazy i nigdy nie został wytypowany przez nikogo. Ani przez śledczych, ani przez sąsiadów, ani przez rodzinę ofiary, choć ta przez długie lata analizowała każdy szczegół i podejrzewała różnych ludzi.
01:52
Rozwiązanie przyszło w końcu z zupełnie innej strony. Od kogoś, kto szukał swoich przodków i nie miał pojęcia, że oddając próbkę do genealogicznej bazy danych, wskaże drogę do własnego krewnego. I ta historia będzie o tym, jak nauka dogoniła zbrodnię. Ale także o cenie, jaką za te 15 lat czekania zapłaciła jedna rodzina.
02:21
Niestety sprawiedliwość, nawet gdy w końcu nadchodzi, nie dla wszystkich zdąża na czas. Matka ofiary nie doczekała dnia, w którym policjanci zapukali do drzwi podejrzanego. Zabrakło jej dokładnie pięciu lat.
02:39
Jest rok 1998.
02:43
Na zachodnich krańcach Gdyni leży Dąbrowa. Jest to młoda dzielnica, jakich w zasadzie wiele wyrosło w Polsce na fali transformacji. Osiedla niskich bloków i bliźniaczych szeregowców z lat 80. i 90. poprzecinane skrawkami lasu, polanami i stawikami. Kilkanaście tysięcy mieszkańców żyje tu po prostu jak w małym mieście. Codzienność zagłócają najwyżej hałasujący turyści, którzy zbłądzili w poszukiwaniu plaży.
03:15
Dzieci wychowują się tutaj w bliskości natury, hasają sobie po stawikach, polanach, a trasę każdego leśnego skrótu znają na pamięć.
03:25
Wokół tych okolicznych zagajników, na samym skraju dzielnicy, w miejscu nazywanym kolonią, stoi w zasadzie kilka domów.
03:35
Starsi pamiętają nawet czasy, kiedy były tu tylko trzy domy. Ta okolica jest bardzo spokojna. Na tyle, że największą lokalną sensacją przez lata potrafi bywać sąsiad, który na przykład kradł, albo kolejny, który zaglądał do kieliszka. Po prostu nic więcej się tam nie działo. W jednym z tych domów mieszkają rodzice Małgorzaty Strzałkowskiej, a na przylegającej działce Małgorzata i jej mąż Sławomir. Zaczynają tam właśnie budowę własnego domu.
04:08
Nie chcą inwestować w starybudnych dziadków, więc stawiają swój, nowy. Ruszają więc z budową w tym samym roku i dokładnie w tym roku także przychodzi na świat ich drugie dziecko. Izabela. Izabela rodzi się dokładnie 23 kwietnia 1998 roku. Ma starszego o 4 lata brata, Patryka. Jest dzieckiem wyczekanym, bowiem po pierworodnym synu rodzice marzyli o córeczce i teraz po prostu to marzenie się spełniło.
04:43
Czują, że ich rodzina jest pełna. Ojciec zresztą po latach będzie wspominał, że był pierwszą osobą, która zobaczyła Izabelę po urodzeniu. Tak się złożyło, że właśnie od razu, tuż po porodzie, położna przyniosła mu córeczkę na ręce.
05:01
I dom rośnie razem z Izą. Kiedy dziewczynka zaczyna chodzić, coraz więcej rozumieć, rodzina w końcu wprowadza się na swoje. I to na całego. Wszystko jest dokładnie takie jak chcieli. Bez kompromisów, przestronny salon z jadalnią wychodzącą na taras i kuchnia zaprojektowana specjalnie dla pani Małgosi, dodatkowo ogród, z miejscem na palenisko, kute ogrodzenie i duży rasowy pies pilnujący ich obejścia.
05:34
Rodzina jeździ na zagraniczne wakacje, a na urodzinach dzieci pojawiają się nawet animatorzy. W zasadzie są to rzeczy, o których na przełomie wieków większość polskich rodzin mogła tylko pomarzyć i niejeden sąsiad zachodził w głowę, jak im się to udało. Przy tym wszystkim dom Strzałkowskich nie jest w cudzysłowie twierdzą za płotem, bo słynie z otwartości.
06:00
Patryk wspomina po latach, że przychodzili tutaj wszyscy, koledzy, koleżanki, w zasadzie niemal całe klasy, a nawet wychowawcy z podstawówki, dla których właśnie ten ogród był miejscem klasowych ognisk. Tak samo pierwszy dzień wiosny, topienie Marzanny czy ognisko na koniec roku, wszystko odbywało się właśnie tam przy palenisku, które przygotowywał ojciec, a gdy ojca nie było, dziadek.
06:27
No właśnie, niestety ojca najczęściej nie było. Ten finansowy komfort rodziny miał swoją cenę i właśnie tą ceną jest nieobecność pana Sławomira, który pracuje wówczas daleko za granicą, aż w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i niestety w domu pojawia się dwa, może trzy razy w roku. W realiach młodej, wolnej Polski taki układ zdarza się częściej niż dzisiaj moglibyśmy podejrzewać.
06:59
Więc ciężar wychowania dwójki dzieci spada na Małgorzatę, ale ta nie jest w tym sama, bowiem tuż za płotem mieszkają jej rodzice, a babcia Teresa staje się dla wnuków kimś znacznie więcej. niż babcią. To właśnie do niej Iza przybiega z lekturami, gdy nie chce się jej czytać i babcia śmiejąc się czyta jej te lektury przy piecu, rozdział po rozdziale. I później, gdy dziewczynka podrasta, pomaga babci sprzątać, wpada do niej od razu po szkole, w zasadzie spędza u niej połowę swojego dzieciństwa.
07:34
Pani Teresa powie po latach zdanie, które zresztą mówi wszystko, że z wnuczką miała bliższy kontakt niż kiedykolwiek z własną córką. Jak twierdzi, traktowała ją bardziej jak swoje dziecko niż jak wnuczkę. Tę rolę nieobiecnego ojca dodatkowo na co dzień przejmuje dziadek. I właśnie tak wygląda ich codzienność, codzienność tej rodziny i tak mijają kolejne lata. Pani Małgorzata próbuje w tym czasie sił we własnym biznesie.
08:09
Początki, jak to zazwyczaj bywa, są bolesne. Najpierw otwiera sklep mięsny. Interes niestety zamiast zysków przynosi straty i finalnie trzeba go zamknąć, nim po prostu będzie gorzej. Potem wspólnie z mężem inwestują w zupełnie inną gałąź handlu, a dokładnie sklep z odzieżą damską. Niestety, znowu nic z tego kolejny nie wypał, ale pani Małgorzata nie odpuszcza, bo cały czas marzy o własnym interesie budowanym od zera, a kierunek podpowiada jej w końcu samo sąsiedztwo.
08:45
Tuż za płotem Strzałkowskich, wpisana w ten sielski krajobraz lasów i łąk, leży bowiem duża giełda owocowo-warzywna, przeniesiona tu zresztą z Orłowa. I właśnie to giełda staje się fundamentem tego trzeciego podejścia. Skoro pod nosem ma dostęp do świeżych warzyw, świeżych owoców, do budek ze słodyczami, kosmetykami, chemią, to zamiast wąskiej branży stwierdziła, że otworzy sklep osiedlowy, w którym klienci po prostu kupią wszystko, co jest im najpotrzebniejsze, a co ona zatowaruje prosto zza płotu.
09:26
Sklep więc staje w Gdyńskim Orłowie przy hali targowej na placu Górnośląskim. Jest w tym jakaś symetria losu, bowiem giełdę, tak jak wspomniałam, przeniesiono kiedyś z Orłowa na Dąbrowę, a pani Małgorzata nosi teraz jej towar z powrotem do Orłowa. Jak sama mówiła, do trzech razy sztuka, bo sklep okazuje się strzałem w dziesiątkę i kręci się tak dobrze, że w 2008 roku zapada przełomowa decyzja. Pan Sławomir kończy pracę w Emiratach i wraca na stałe, żeby pomóc żonie w prowadzeniu biznesu.
10:00
Czyli towarowanie, wożenie, rozkładanie, ewidencja, no wszystko to wymaga po prostu dwóch par rąk. Iza ma wtedy 10 lat, a jej brat Patryk 14. I po latach rozłąki rodzina wreszcie, po raz pierwszy naprawdę jest w komplecie.
10:21
Giełda żyje własnym, odwróconym rytmem, bowiem budzi się około północy, a zasypia przed południem. Zjeżdżają na nią handlarze z całej Polski. Latem niektórzy nawet przyjeżdżają kamperami i mieszkają w nich przez cały gorący sezon całymi rodzinami. Po ten towar przyjeżdżają setki ludzi, właściciele sklepów i restauracji, hurtownicy, mieszkańcy Dąbrowy, Dąbrówki i Karwin. Patryk, który jako nastolatek dorabia sobie przy jednym z punktów, wspomina, że w ciągu jednej nocy między drugą a siódmą rano przez ich to jedno małe stanowisko przewijało się 20-30 osób.
11:05
Latem w jego pokoju nie da się spać, bo całą noc jeżdżą wózki widłowe i sztaplarki z tym charakterystycznym pikaniem przy cofaniu. Stukają cały czas płyty, po prostu trwa rozładunek, a giełda zaczyna być coraz bardziej uciążliwa. Dlatego, że rodzinie w pewnym momencie zginął z podwórka grill, który później odnalazł się między straganami, a była też historia, w której ktoś wyprowadził z posesji kilkumiesięcznego szczeniaczka.
11:35
Zresztą Patryk z Izą, jak ten wspomina, chodzili wtedy po giełdzie i wywoływali tego psa po imieniu, aż w końcu gdzieś zaszczekał.
11:45
Ale poza takimi incydentami, giełda jest tym elementem codzienności i paradoksalnie źródłem poczucia bezpieczeństwa. Strzałkowscy znają wszystkich handlarzy, kupują u nich, mijają ich w drodze na autobus, a przez ten teren giełdy powstaje nawet taka malutka furtka, taki skrót prowadzący właśnie niemal już pod sam dom. Jak wspomina pan Sławomir, wszyscy się tutaj znali. Nie było obawy, żeby ktoś dzieciakom krzywdę zrobił, cytując dokładnie.
12:19
A kim jest sama Iza? Iza jest wysoką, ładną dziewczyną o długich, brązowych włosach i dużych, jasnych oczach, która, jak podkreślają w zasadzie wszelkie źródła, wygląda na dużo starszą niż jest. bo większość osób daje jej około 16-17 lat i często zdarza się, że wielu dorosłych bierze ją także za starszą nie tylko ze względu na kwestie fizyczne, ale także ze względu na dojrzałość i inteligencję.
12:53
Iza jest pełna życia, towarzyska, bardzo lubiana. Gabrysia, jej przyjaciółka z podstawówki, jak sama powie, do samego jej końca ludzie ją uwielbiali. Zauważy też po latach coś bardzo istotnego. To, że do samego końca wszyscy w przypadku Izy mówią o niej dobre rzeczy, ale nie dlatego, że umarła, tylko dlatego, że zawsze taką była, zawsze miała taką opinię i nie przypomina sobie jakiegokolwiek konfliktu z nią związanego.
13:28
Iza bardzo lubi dzieci. Zresztą ma w sobie taki silny opiekuńczy pierwiastek. Bardzo chętnie dogląda młodsze dzieciaczki z sąsiedztwa, po prostu sprawia jej to autentyczną radość. Ale takim prawdziwym żywiołem w jej życiu jest sport. Zarówno piłka nożna, siatkówka, koszykówka, wszystko co związane z ruchem, ale i rywalizacją, staje się jej pasją. Iza ma w sobie naturalne sportowe zacięcie i chce być najlepsza.
14:00
A że nie da się być najlepszą we wszystkim, wybiera w końcu swoją niszę. Tą niszą jest unihokej. A unihokej to sport podobny do hokeja, tylko że z plastikową piłką zamiast krążka, sportowymi butami zamiast wyżew i parkietem zamiast lodu. Iza zaczyna od treningów, które są początkowo bardziej zabawą i nauką zasad, ale bardzo szybko się to zmienia. Wszyscy zauważają, a przede wszystkim trenerzy, że ta jest naprawdę, ale to naprawdę dobra.
14:35
Ma warunki, jest jak na swój wiek bardzo wysoka. Dodatkowo ma świetną kondycję i ma to coś. Gdy rozlega się gwizdek, świat dla niej przestaje po prostu istnieć, liczy się zdobycie punktów dla drużyny, a wokół trenera natychmiast pojawia się błysk. Widzi, że to jest ten typ talentu, który wyławia się spośród nowicjuszy raz na kilka, kilkanaście lat.
15:01
Izabela trafia do drużyny Energa Olimpia Osowa, zdobywa kolejne i kolejne sukcesy i tak staje się jedną z najbardziej obiecujących młodych zawodniczek. Nie tylko w swoim klubie, mówię tutaj o skali całego kraju. Coraz odważniej zaczyna mówić się o tym, że to właśnie ona już niedługo być może zagra w kadrze narodowej. Zresztą sam trener, powie tu później ojcu, wprost była pretendentką do kadry.
15:31
Izabela z bratem tworzą rodzeństwo jak ich wiele. Dwie silne, skrajnie różne osobowości, które potrafią się docierać latami. Zresztą Patryk w reportażu na kanale Ślady twierdzi, że zapamiętał swoją siostrę jako złośliwą. Ona, jak wspomina, zabierała mu świnkę skarbonkę, on w odwecie rzucał za nią płytami kompaktowymi, od jednej z nich zostanie jej nawet taka mała szrama na nosie. Kłócą się, skarżą na siebie, dokuczają sobie, jak to rodzeństwo, nie łączą towarzystw i nawet tego nie próbują.
16:08
W zasadzie przecież dzielą ich 4 lata, a w nastoletnim świecie 4 lata to przecież cała epoka.
16:15
Wspomina także, że gdy spotykają się przypadkiem na dzielnicy, kończy się to zwykle tym, że mama dzwoni do Patryka z komunikatem, że siostra ma wracać do domu, więc w zasadzie, jak twierdzi, żyją obok siebie. Każde w swoim świecie, a pod spodem, jak to w rodzeństwie, jest miłość, której na razie żadny z nich jeszcze nie umie powiedzieć wprost. Bo Patryk troszczy się o siostrę. Choć nie okazuje tego wprost, nie mówi kocham cię siostro, to widać, że Iza jest w niego wpatrzona, choć nigdy mu tego nie powie.
16:51
Zresztą mama, dla której dzieci są całym światem, wie i widzi, że rodzeństwo w końcu się dotrze i nie ingeruje w ich kłótnie. Niestety, nie wie, że na dotarcie się zabraknie im czasu.
17:08
Iza ma także od niedawna chłopaka Szymona. Wpadła mu w oko i to ze wzajemnością. Ma także paczkę znajomych z dzielnicy, z drużyny, czyli te dziewczyny z Unii Hokeja, dodatkowo koleżanki z klasy i koleżanki spoza klasy. Pod koniec podstawówki, jak wspomina Gabrysia, dziewczyny czują się już troszkę dojrzalsze, więc równocześnie trzymają się ze starszymi chłopakami, chodzą sobie razem po dzielnicy, ale wszystko cały czas dzieje się w obrębie Dąbrowy.
17:42
Bo to jeszcze jest czas, w którym granic dzielnicy się jeszcze nie opuszcza. To nie są czasy smartfonów, mediów społecznościowych, a jedynym komunikatorem, który dopiero wchodził był Facebook.
17:57
Lato 2011 roku jest przełomowe. W czerwcu odbiera świadectwo ukończenia szóstej, a więc ostatniej klasy podstawówki. Po wakacjach stanie się już oficjalnie gimnazjalistką w tej samej szkole, do której chodziła dotychczas, więc nie ma żadnych zmian, nie ma się czym martwić. Wakacje więc ruszają pełną parą. Początkowo wyjeżdża na obóz z bratem nad jezioro, a później dwa tygodnie spędza z mamą w Londynie u znajomej.
18:31
A na sam koniec trafia się rodzinna impreza, czyli wesele. Wesele kuzynki, na którym jest cała rodzina Strzałkowskich.
18:41
Z wesela wracają dokładnie w niedzielę, to jest 21 sierpnia wieczorem. Wtedy zostaje ostatni tydzień wolnego, a pogoda dopisuje, więc Izabela spędza go na spotkaniach ze znajomymi, na treningach, a wieczorami po prostu wraz z przyjaciółkami odwiedza się w domach.
19:02
Gdy nadchodzi wtorek 23 sierpnia 2011 roku, wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejny, zwyczajny, wakacyjny dzień. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że niestety ten typowy wtorek będzie początkiem długoletniego koszmaru.
19:23
Ten dzień zostanie później prześledzony przez policjantów i prokuraturę godzina po godzinie, minuta po minucie. Zresztą w zasadzie początkowo to jedno z niewielu, co w tej sprawie udało się ustalić do końca. Tego dnia pan Sławomir jest aktywny od samego świtu, bowiem wówczas trzeba było zatowarować sklep jego i jego małżonki.
19:50
O 9.00 za ladą w Orłowie zmienia go jego żona, a on właśnie wraca na Dąbrowę, bo zaplanował tego dnia prace ogrodowe. Około godziny 11.00 mija się ze swoją córką, a Izabela informuje go, że właśnie idzie do koleżanki, wychodzi z domu. Jest to zupełnie zwyczajny obraz. Tak właśnie wyglądają jej wakacje, ciągle gdzieś pędzi, widzi się ze znajomymi, a tata nie wnika w szczegółowy plan dnia. Przecież dziewczyny, a zwłaszcza nastolatki, po prostu mają swoje ścieżki.
20:24
Izabela więc jedzie autobusem do centrum Gdyni i tam spotyka się najpierw z przyjaciółką, a później z kolegą, którego poznała na obozie na początku wakacji. Spacerują sobie, rozmawiają i później idą do galerii handlowej. Czas płynie im bardzo szybko, no i jest już pora obiadowa. A wiedząc, że jest już pora obiadowa, Iza wie, że musi wracać i kieruje się na przystanek. Jest około godziny 15, kiedy ta chce wrócić już do domu.
20:57
Przy bramie trafia na tatę, a tata cały czas pracuje w ogrodzie, zamienia z nim kilka zdań i dziewczyna informuje go, że idzie do domu coś zjeść.
21:08
Niedługo później przyjeżdża do niej Ola. Jest to koleżanka z treningów Uni Hokeja, która mieszka na Gdańskiej Osowej. Była to jej wtedy pierwsza wizyta w domu Izabeli, wtedy pierwszy raz poznała jej tatę, który zresztą przywitał się z dziewczynami prosto z ogrodowych prac. Nastolatki standardowo weszły do środka, zaparzyły sobie herbatę, wzięły coś do jedzenia, a w międzyczasie z pracy do domu wróciła pani Małgorzata.
21:40
Dziewczyny więc spędzają czas razem. Około 19.00 Ola informuje, że robi się już późno, a ona w zasadzie w tej okolicy jest nowa i nie zna za bardzo tego rejonu, więc po prostu musi się zbierać. Iza od razu proponuje, że odprowadzi ją na przystanek. I te słowa słyszy także mama. Mówi jej, że skoro w zasadzie Iza i tak ruszasz na spacer, to weź psa babci i wyprowadź go, bo i tak trzeba byłoby to zrobić. Jednak Izabela nie bardzo chce wyprowadzać psa i kręci nosem.
22:15
Mówi, że jeszcze chciałaby pokazać Oli kilka fajnych miejsc i powółczyć się po prostu, poplotkować zanim dotrą na przystanek, a pies popsułby im te plany. Prosi więc mamę, żeby poczekała jeszcze chwilę i obiecuje, że wróci do domu nie później niż o godzinie 21 i wtedy na pewno zajmie się pieskiem. Mama zgadza się na taki układ. Widzi, że córce zależy, że chce spędzić czas ze swoją przyjaciółką. Prosi ją, żeby wróciła o czasie i dotrzymała tego słowa, a co ważne, nadmienia, żeby szła z Olą przez las, a nie przez giełdę.
22:54
I na koniec dorzuca jeszcze jedno, żeby wzięła kurtkę, bo zaczyna się zbierać na deszcz. Izabela oczywiście dokładnie tak robi i chwilę później wychodzi razem z Olą z domu. W tym samym czasie rodzice siadają sobie na tarasie, rozmawiają, odpoczywają i po prostu celebrują przyjemny sierpniowy wieczór. Z tego tarasu zresztą widzą dziewczyny, które kierują się w stronę tego lasu.
23:23
Iza i Ola ruszają najpierw w stronę Centrum Dąbrowy, bo tak jak wspomniała, Iza chce pokazać jeszcze koleżance te miejsca, w których lubi spędzać czas swoje bazy. Dziewczyny więc spacerują po dzielnicy, zahaczają o boisko, tam siadają na chwilę i kilka metrów dalej widzą brata Izy, Patryka, który spędza czas z kolegami na murku, ponieważ właśnie skończył grać w piłkę. Ten zwraca uwagę siostrze, że jest już prawie godzina 20 i że ta powinna znajdować się w domu, a nie spędzać czas na zewnątrz.
24:00
Dziewczyny więc ruszają w stronę przystanku. Po drodze wstępują jeszcze szybciutko po słodycze do Stokrotki i około godziny 20.15 są już na przystanku, dokładnie przy skrzyżowaniu rdestowej i paprykowej. 5 minut później, o 20.20 dokładnie, przyjaciółka Izy, Ola, wsiada do autobusu, jedzie linią 171 z Dąbrowy do Osowej. Wiemy więc, że dziewczyny rozstają się dokładnie w tym miejscu i dokładnie o tej godzinie.
24:35
I to rozstanie wcale nie jest takie oczywiste. A pytanie, które za tym stoi, rodzina będzie zadawać sobie przez 15 lat. Linia 171 jedzie bowiem przez jakiś czas w stronę domu Izy. Dziewczyna więc przecież spokojnie mogłaby przejechać z koleżanką jakieś trzy przystańki, miałaby po prostu bliżej do domu. Wtedy zyskałaby, no, jeszcze kilka minut rozmowy, upragnionej rozmowy z Olą, a równocześnie wysiadłaby niemal przy samej, samej giełdzie.
25:07
Zaczęło się robić ciemno, niebo się chmurzy, pogoda zaczęła być niepewna, a jednak z jakiegoś powodu Iza do tego autobusu ze swoją przyjaciółką nie wsiadła. Ola więc odjeżdża do Gdańska, a Iza rusza pieszo z ulicy Paprykowej w stronę ulicy Sezamowej. Dlaczego nie wsiadła? Nie wiadomo do dziś i podejrzewam, że tej odpowiedzi niestety nie uzyskamy.
25:37
Kamery monitoringu rejestrują niemal całą drogę Izy i śledczy odtwarzają ją później krok po kroku. Ewidentnie widać ją z Olą, gdy idą na przystanek, widać jak przechodzą przez boisko, widać te zakupy w stokrotce i widać nawet moment, w którym no właśnie Ola wsiada do autobusu. O 20.22, czyli dwie minuty po tym jak Ola wsiadła, kamera rejestruje już Izę idącą ulicą Paprykową w kierunku Sezamowej samą.
26:12
Na wszystkich nagraniach jest cała, jest zdrowa i jest zupełnie sama. Nikt nie idzie za nią, nikt jej nie obserwuje, jeszcze dodatkowo po drodze spotyka koleżankę, która jeździ na rolkach. Dzieje się to właśnie na ulicy Rdestowej. Dziewczyny zresztą wówczas zamieniają kilka słów i wpada im do głowy pomysł, żeby iść jeszcze chwilę razem w stronę giełdy, ale ze względu na to, że dziewczyna jeżdżąca na rolkach nie ma butów na zmianę, odprowadza Izę po prostu tak daleko, jak sięga chodnik, po którym da się jechać, a potem dziewczyny się rozstają.
26:50
Więc to ta dziewczyna ostatnia widzi Izę żywą. Dziewczyna skręca w stronę ulicy Leśna Polana, a przed nią zostaje ostatni odcinek kilkaset metrów nieutwardzonej, nieoświetlonej drogi wzdłuż wysokiego betonowego płotu giełdy. I tutaj niestety nie ma już żadnych kamer. Zresztą ta topografia jest kluczem do wszystkiego, co zaraz się stanie.
27:22
Kilka metrów za płotem tętni całodobowe życie. Gwar, samochody, dziesiątki ludzi trwa rozładunek, ale ten płot jest tak wysoki, że stojąc przy nim, a tym bardziej w jakiejś odległości za nim, po prostu nie widać nic, co dzieje się po drugiej stronie. Oświetlenie pada wyłącznie na teren giełdy, a ta droga niestety jest w ogóle nieoświetlona. Funkcjonariusz Archiwum X po latach nawet wspomni, że miejsce to położone bardzo blisko ludzi, z których każdy mógłby coś widzieć, coś słyszeć i jednocześnie od tych ludzi skutecznie odgrodzone.
28:04
No bo hałas giełdy, który przecież mógłby sprowadzić pomoc, równie dobrze mógł zagłuszyć wołanie o nią. W tym samym czasie na spacer z psem babci wychodzi sama pani Małgosia. Owszem, wie, że to córka obiecała wyprowadzić pupila, ale po prostu liczyła, że i zawróci trochę wcześniej, a widzi, że niebo robi się coraz bardziej pochmurne, woli więc wyręczyć w tę córkę, zanim zacznie padać.
28:34
idzie dokładnie tą samą drogą wzdłuż tego płotu i nagle pośrodku niczego natyka się na nieznajomego mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy, a z tej okolicy przecież zna każdego, choćby z widzenia, z tego psiego szlaku, z którym chodzi przecież od lat i od razu mężczyzna ten przykuwa jej uwagę, bo mężczyzna i wygląda i dodatkowo zachowuje się mocno nietypowo. Jest krępej budowy, średniego wzrostu, ma dłuższe, proste włosy sięgające karku i nienaturalnie przylagające do głowy, tak jakby były tłuste albo na przykład przylizane.
29:16
Ubrany jest w ciemne spodnie i biały podkoszulek i stoi pośrodku niczego. Kiedy spostrzega, że kobieta nadchodzi i przygląda mu się, odwraca się. Ustawia nienaturalnie w taki sposób, jakby chciał zakryć swoją twarz. Pani Małgorzata jest zdziwiona, zaintrygowana, ale nie chce niczego dać po sobie poznać.
29:40
Mija go, dochodzi z psem pod jeziorko, zawraca i widzi, że mężczyzna cały czas stoi praktycznie w tym samym miejscu. Nigdzie się nie ruszył. Wygląda jakby na kogoś czekał, może nawet się niecierpliwił i znowu, kiedy tylko ją dostrzega, chowa przed nią twarz.
29:58
Kobieta mija tego dziwnego człowieka po raz drugi i rusza wzdłuż ogrodzenia do domu, do którego dociera mniej więcej dwie minuty później. Pierwsze co robi po zamknięciu drzwi to podchodzi do swojego siedzącego na tarasie męża i pyta czy Iza już wróciła. Niestety nie wróciła. I wtedy Panią Małgorzatę znienacka uderza mocne uczucie niepokoju. Jestem w stanie twierdzić, że mamy wyczuwają takie rzeczy.
30:32
Jak się później okaże, ten niepokój pani Małgorzaty pojawił się dokładnie wtedy, kiedy powinien. O 20.30 kobieta, wciąż targana tym niezrozumiałym uczuciem, wysyła córce smsa i widzi, że Iza nie odpisuje. Mama odczekuje chwilę i dzwoni. Dzwoni raz, dzwoni drugi, trzeci, czwarty, piąty, jednak bez odbioru. Pan Sławomir sięga także po swój telefon i próbuje dodzwonić się z własnego numeru i znowu dzieje się to samo. Aż w końcu przy którejś próbie telefon Izy w ogóle przestaje odpowiadać, jakby na przykład wyładowała się w nim bateria.
31:09
O 20.34 Izabela wysyła smsa do Szymona, a pamiętajmy, Szymon to chłopak. O 20.36 telefon Izabeli gaśnie i jak się później okaże, rzeczywiście bateria się wyczerpała. Na jej nadgarstku później zostanie znaleziony zegarek ze zbitą szybką, zatrzymany dokładnie na godzinie 20.37. I to właśnie ta godzina zostanie przyjęta za moment ataku i równocześnie też moment śmierci Izabeli.
31:42
Co ciekawe, funkcjonariusz Archiwum X będzie po latach mówił ostrożniej o okolicach godziny 20.40, wskazując obok billingów także zeznania świadków, którzy właśnie o tej porze słyszeli krzyk i był to najprawdopodobniej krzyk Izy.
31:59
Pracownicy giełdy rzeczywiście później zeznają, że przed 21 słyszeli jakieś dziecięce krzyki, ale nie reagowali, ponieważ po prostu wzięli to za wygłupy nastolatków i trudno ich winić. Tego wieczora w zaroślach nieopodal tego domu bawiła się grupa dzieciaków, a te piski były zupełnie naturalne. Nikt w tych dźwiękach nie rozpoznał wołania o pomoc.
32:26
Niestety od smsa do Szymona do zatrzymanej wskazówki zegarka rozegrało się piekło. 200 metrów od domu. Ale tego wieczora jeszcze nikt o tym nie wie.
32:42
Pani Małgorzata tłumaczy sobie, że to właśnie to, że niepokój, który czuje na pewno, jest związany z izą i natychmiast zaczyna działać, kierując się matczyną intuicją. Najpierw natychmiast dzwoni do Patryka. Pyta, czy widział siostrę. Syn potwierdza, że tak, widział Izabelę na boisku, przyszła tam z koleżanką, z Olą, zwrócił im uwagę, a potem dziewczyny skierowały się w stronę przystanku, no ale to było dobrą godzinę temu. Zresztą sam jest lekko zdziwiony całą sytuacją i gdy słyszy w głosie mamy zniecierpliwienie, a nawet realne przerażenie, czuje i wie, że sprawa staje się poważna.
33:23
Natychmiast rozłącza się i wraca do kolegów, z którymi wciąż siedzi na boisku, mówi, że jest taka i taka sytuacja, że Izabela nie wróciła do domu i prosi ich o pomoc. Oczywiście jego przyjaciele bez wahania zgłaszają się i dzielą się na trzy grupy. Dwóch chłopców rusza przeczesywać okolice boiska, jeden biegnie do domu pożyczyć samochód od taty, a Patryk z dwoma kolegami pędzi w stronę ulicy Miętowej. W tym czasie mama wydzwania do wszystkich po kolei.
33:54
Do znajomych Izy, do sąsiadów, do członków rodziny, czy po prostu ktoś coś widział, czy ktoś coś wie, być może jest u kogoś w domu, gdzieś się zatrzymała, jednak nikt nie wie, co stało się z nastolatką.
34:08
Udaje się ustalić tylko jeden istotny fakt, czyli relacje koleżanki na rolkach, która jak już wiemy widziała Izę ostatnia, idącą samotnie w stronę leśnej polany. Czyli dowiadują się, że córka była już w zasadzie niemal w domu, a minęło sporo czasu. Na zewnątrz jest już zupełnie ciemno, a Izy nadal nie ma.
34:35
Gdy zbliża się godzina 22, pani Małgorzata jest już kompletnie przerażona i natychmiast oznajmia mężowi, że po prostu muszą jechać na policję i zgłosić zaginięcie. Jednak pan Sławomir wówczas ją powstrzymuje, tłumaczy, że pewnie to nic nie da, że mundurowi jak zwykle nie ruszą na poszukiwania, no bo nastolatka spóźniająca się latem godziny do domu, no to jeszcze nie jest powód, żeby wszcząć procedury.
35:02
Tutaj warto też, drodzy Państwo, uczciwie odnotować, to nie policja im tak powiedziała, tylko to było ich własne przekonanie. No niestety, oczywiście powszechne w tamtych latach, w wielu polskich domach, ponieważ było powtarzane właśnie przez funkcjonariuszy jako pewnik. Choć nie ma w tym żadnej, ale to żadnej prawdy.
35:25
Małżeństwo uznaje więc, że będzie szukać na własną rękę i postanawia zabrać ze sobą latarki i iść szukać.
35:37
Idą z latarkami tą nieutwardzoną drogą wzdłuż płotu giełdy. Dokładnie tą samą, którą Iza szła wieczorem z Olą. Dokładnie tą samą, na którą wychodzi ich taras i dokładnie tą samą, którą według relacji tej dziewczyny na rolkach córka miała wracać. Z drugiej strony przecież widzieliby, gdyby córka tędy szła. Sławomir cały czas rozgląda się bliżej domu, pani Małgorzata idzie przodem. Znają tę trasę na pamięć, dokładnie wiedzą, gdzie w cudzysłowie leży jaki kamień.
36:11
Najpierw kielują się w lewo pod domy sąsiadów, później zawracają, idą pod sam las. I w pewnym momencie pani Małgorzacie wydaje się, że ktoś krzyczy mamo mamo i idzie za tym głosem aż nad jeziorko. Jednak nikogo tam nie ma. Znowu zawraca w stronę domu i przechodzi obok miejsca, w którym była wieczorem z psem. I wtedy dostrzega coś, co wcześniej w ciemności przeoczyła.
36:42
Na skraju drogi leży samotny but. Natychmiast go rozpoznaje. Serce zaczyna jej walić jak młot. Ledwo łapie oddech, świeci latarką i widzi, że to but jej córki. Świeci latarką dalej i widzi, że rosnąca tu wysoka trawa jest w jednym miejscu w dziwny sposób udeptana. Rusza tam i sekundę później snop światła pada na najgorszy widok, jaki może zobaczyć rodzic.
37:19
Iza leży na plecach w kolejnie wyżłobionej przez ciężarowy samochód, częściowo rozebrana i zupełnie nieruchoma, a jej twarz zwrócona jest w stronę domu.
37:34
Pani Małgorzata natychmiast wydaje z siebie przeraźliwy krzyk i rzuca się do reanimacji. Uciska klatkę piersiową, robi oddechy usta usta i dobiegający do niej pan Sławomir natychmiast chwyta za telefon i dzwoni pod 112. Ciało ich córki jest jeszcze ciepłe, wiotkie. Rodzicom więc wydaje się, że to musiało się stać dosłownie przed chwilą, że jest jakaś nadzieja, że córka zaraz się ocknie. Pani Małgorzata nie przestaje uciskać ani na moment. Błaga męża, żeby obiecał, że jeżeli Iza się teraz obudzi, on się nawróci i zacznie z nią chodzić do kościoła.
38:11
A Pan Sławomir jest gotów wtedy obiecać wszystko. Zrobi wszystko, byleby córka po prostu z tego wyszła. W oddali słychać już patrol, ale mundurowi nie mogą odnaleźć tego miejsca. Ta droga nie istnieje na żadnej sensownej mapie, więc tato szybko wybiega im naprzeciw, na górkę, żeby pokierować służby w dół.
38:33
Jeden z policjantów przejmuje reanimację od mamy, od niego z kolei czynności później przejmują przybyli ratownicy, którzy próbują walczyć o życie nastolatki. Na miejsce w końcu dobiega także Patryk, bo zawiadomiła go telefonicznie jego babcia, że Izę znaleziono, że jest reanimowana, że nie wiadomo co z nią będzie. Chłopak więc biegł z osiedla na przełaj przez wąwozy, jakąkolwiek najkrótszą drogą, jaką tylko znał.
39:03
I kiedy dotarł, zauważył służby, lampy, kordon i to, że ten cały dramat rozgrywa się w 200 metrów od ich rodzinnego domu. Widzi też, że jest naprawdę bardzo źle. Po tej długiej i wyczerpującej akcji reanimacyjnej niedługo przed północą ratownicy odstępują od czynności, a obecny na miejscu lekarz stwierdza zgon.
39:33
Dla rodziny Strzałkowskich świat się zatrzymuje, a tej samej nocy zaczyna się śledztwo. Technicy kryminalistyczni zabezpieczają przedmioty znalezione przy dziewczynie. Portfel, rozładowany telefon, zegarek ze zbitą szybką zatrzymany na 20.37 i widzą, że nic nie zginęło, że sprawca nie zabrał żadnej wartościowej rzeczy, że wszystko zostało przy ofierze. Wiedzą więc, że o rabunek na pewno nie chodziło.
40:05
Na miejsce zostaje sprowadzony także sąsiad Strzałkowskich, który jest zawodowym przewodnikiem policyjnego psa tropiącego i ten właśnie przybiega ze swoim psem i wie, że podejmuje trop sprawcy i prowadzi w kierunku przystanku autobusowego. Ale niestety zaczyna też padać mrzawka, na którą zanosiło się już od dawna i ślad się po prostu urywa. Wtedy też urodziła się hipoteza, która towarzyszyła temu śledztwu przez lata, że morderca wsiadł do autobusu i odjechał.
40:37
Równocześnie absolutnie zszokowani rodzice zostają objęci opieką psychologiczną, a równocześnie niestety są przesłuchiwani we własnym domu do godziny czwartej nad ranem. Wszyscy siedzą w zasadzie tam do rana. Protokoły, zeznania, pytania. Patryk zresztą tej nocy pobiegł do domu, usiadł przy komputerze siostry i zaczął przeszukiwać jej korespondencję. Zastanawiał się, może z kimś się umawiała, może tam jest jakaś wskazówka, może dowie się czegokolwiek, no jednak nie znalazł nic.
41:16
Potem policja także zabezpieczy ten komputer i dojdzie do tego samego wniosku. żadnej podejrzanej rozmowy, żadnej świeżo zawartej wiadomości, żadnego planu na tamten wieczór i funkcjonariusz Archiwum X ujmie to pola tak ostrożnie, ale jednoznacznie. Nastolatki nie mówią wszystkiego rodzicom i też nie wszystko zostawia ślad w przestrzeni teleinformatycznej. Jakiś promil niepewności zawsze zostaje. Ale wersja, w której Iza miałaby się z kimś potajemnie umówić, jest ze wszystkich hipotez tą ostatnią, po prostu najmniej prawdopodobną.
41:54
A potem wstaje nowy dzień, a z nim brutalna proza życia. Pan Sławomir absolutnie zamroczony rozpaczą o 5 rano, jak co dzień musi jechać na giełdę i zatawarować sklep. Robi to oczywiście niemal automatycznie i później mało z tego pamięta. Czuje i wie, że wszyscy na niego patrzą. Niektórzy poklepują po plecach, niektórzy nie mówią zupełnie nic, no bo w zasadzie co powiedzieć w takiej sytuacji.
42:24
Wieść o śmierci trzynastolatki rozchodzi się po Dąbrowie lotem wręcz błyskawicy, a następnego ranka po prostu dociera do wszystkich. Gabrysia również, jak wspomina, zapamiętała ten poranek na zawsze. Obudziła się, mama była w domu, zadzwonił telefon i po smutnej reakcji swojej mamy dziewczyna już wiedziała, że stała się coś złego.
42:51
Sekcja zwłok przynosi ustalenia, które wyznaczają kierunek śledztwa na kolejne 15 lat. Bezpośrednią przyczyną śmierci Izabeli Strzałkowskiej było gwałtowne uduszenie. Z obrażeń i śladów wyłania się obraz ataku z zaskoczenia. Ataku od tyłu z przyduszeniem szyi ramieniem i istotny szczegół najpierw doszło do uduszenia, dopiero potem sprawca częściowo rozebrał ofiarę.
43:20
I zawalczyła i świadczą o tym zadrapania na twarzy, wydeptany w sporym promieniu teren wokół miejsca znalezienia ciała i zgubiony jeszcze na drodze but. Do ataku doszło na drodze, a dalsza część zdarzenia rozegrała się już właśnie w tej wysokiej trawie na poboczu, gdzie sprawca po prostu zaciągnął dziewczynę. Była wysportowana i silna, a więc całkiem możliwe, że zadała napastnikowi jakieś obrażenia, ale on najwidoczniej był albo silniejszy, albo bardziej zdeterminowany.
43:54
Biegli nie potrafią rozstrzygnąć, czy śmierć była jego zamiarem od początku, czy doszło do niej w wyniku brutalności ataku i ogromnego oporu ofiary.
44:05
Wątpliwości nie ma za to co do motywu. Był seksualny, choć według ówczesnych ustaleń do zgwałcenia nie doszło. Sprawca zostawił jednak na ciele dziewczyny i obok niego swój materiał biologiczny – nasienie. I to okazuje się właściwie jedynym namacalnym dowodem w całej tej sprawie. Wszystkie zabezpieczone ślady linii papilarnych są tylko cząstkowe i nie nadają się do identyfikacji innych śladów biologicznych ani dowodów rzeczowych po prostu nie ma.
44:40
Jest jeszcze jeden element, który nie pasuje do reszty. Odprysk farby znaleziony na odzieży Izy, którego po prostu nie w sposób do niczego dopasować. Czyżby właśnie zostawił go sprawca, który robił remont, a może pracował fizycznie? Policja sprawdza ten trop skrupulatnie i bada m.in. grupę mężczyzn pracujących na pobliskiej budowie, jednak materiał genetyczny pracowników, który zostaje porównany z tym z ciałam Izy, pozostaje bez trafienia.
45:15
26 sierpnia 2011 roku, czyli trzy dni po tragedii, profil DNA sprawcy zostaje zarejestrowany w bazie Genom. Jest to baza, która działa od 2007 roku. Jest to policyjna baza danych genetycznych, w której właśnie gromadzi się profile podejrzanych, profile oskarżonych i skazanych. Znajdują się tam także materiały ze zwłok o nieustalonej tożsamości, a także właśnie ślady pozostawione przez niezidentyfikowanych sprawców przestępstw.
45:48
I jest to oczywiście wielka nadzieja tego śledztwa, bowiem wystarczy jedno trafienie. Jednak to porównanie nie przynosi żadnego rezultatu. Bardzo szybko okazuje się, że profil sprawcy po prostu nigdy wcześniej nie został przez organy ścigania pobrany. Człowiek, który zabił Izę, nie istnieje w żadnej bazie. I to rozczarowanie ma wymiar głębszy, bo obnaża ślepą plamkę tego systemu.
46:19
Kryminalistyka jest oparta na rejestrach ludzi wyłącznie tych, którzy już raz wpadli. A więc sprawca w cudzysłowie ten czysty, ten bez przeszłości, bez notowań, bez kartoteki jest po prostu dla policji niewidzialny. Choćby zostawił na miejscu zbrodni własny podpis, tak jak w tym przypadku własne nasienie. Przez następne 15 lat sprawa ta będzie żywą ilustracją tego paradoksu. Z jednej strony dowód doskonały i nikt do kogo można go przyłożyć.
46:53
Oczywiście machina śledcza rusza pełną parą. Postępowanie początkowo prowadzi prokuratura rejonowa w Gdyni, ale już cztery dni po zabójstwie, właśnie ze względu na rangę sprawy i presję mediów, które już od drugiego dnia relacjonują każdy ruch, przejmuje je prokuratura w Gdańsku.
47:14
W poniedziałek 29 sierpnia 2011 roku o godzinie 11 odbywa się pogrzeb. Przychodzą setki osób, rodzina, przyjaciele, znajomi, mieszkańcy Gdyni, ale także zupełnie obcy ludzie spoza miasta, którzy są szczerze poruszeni tą tragedią. Na prośbę mamy koleżanki i koledzy Izy przychodzą nie na czarno, a w jasnych wstrojach z białymi różami w dłoniach. Reporterzy proszeni o nierobienie zdjęć uszanowali te kwestie.
47:47
Trumna pozostała otwarta tak, żeby każdy kto zechce mógł się z Izabelą pożegnać.
47:55
Mieszkańcy prowadzą równoległe, własne amatorskie śledztwa. Koledzy Patryka jeżdżą po dzielnicy na rowerach i nawet wypytują każdego, kto wyda się im podejrzany, a zgłoszenia od razu wysyłają na komisariat na Karwinach. Zresztą do Patryka w ogóle spływa mnóstwo wiadomości na komunikatorach, że ktoś coś widział dziwnego, że ktoś coś kojarzy. Nawet do pani Małgorzaty w pewnym momencie pisze kobieta, która podejrzewa nawet własnego partnera pracującego w Norwegii po powrocie do kraju dziwnie się zachowującego, że to mógł być on.
48:32
Jednak choć każda z tych informacji trafia na policję, nie zostaje potwierdzona.
48:38
Policja wystosowuje także apel do społeczeństwa, a ten również przynosi coś, co wygląda jak konkret. Bowiem zgłasza się 22-letnia studentka Agnieszka, która zeznaje, że w dniu zabójstwa ją także zaczepił, a wręcz na nią naskoczył mężczyzna, który natarczywie proponował jej wspólne zbieranie grzybów. Tata Izy, relacjonując po latach tę opowieść, dodaje, że miał wyskoczyć właśnie do niej z lasu z nożem w ręku.
49:10
Śledczy oczywiście wzięli te słowa na poważnie i za pomocą rysownika tak powstał pierwszy portret pamięciowy w tej sprawie, który został opublikowany w październiku 2011 roku. Był to mężczyzna w wieku około 60 lat, który miał siwe, krótkie włosy, ciemne oczy, około 185 centymetrów i plakaty z jego podobizną zawisają w sklepach i na przystankach w całej Gdyni.
49:37
Jest tylko w tym jeden problem. Gdy ten portret i opis zachowania trafiają do rodziny Strzałkowskich, ci natychmiast rozpoznają, o kogo najpewniej chodzi. To brat kolegi pana Sławomira. Jest to człowiek chory psychicznie i znany im od lat, mający takie zagrywki do młodych dziewczyn, ale w ich ocenie zupełnie niegroźny. Ta studentka po prostu nie wiedziała, kto to jest, a oni wiedzą doskonale i mówią o tym policji i według relacji rodziny sprawdzony więc zostaje natychmiast wątek materiału genetycznego, który potwierdza, że to nie jest ten mężczyzna.
50:19
Zresztą mama Izabeli próbuje mieć jakąkolwiek siłę przebicia. To przecież ona widziała w lesie podejrzanego mężczyznę, który przed nią się ukrywał. Dlaczego to jego portret nie zawiesł w miejscowości?
50:35
I ten portret mężczyzny z drogi w końcu powstaje, ale w okolicznościach, które same w sobie, no niestety mówią wiele o tym śledztwie, bo z inicjatywy rodziny, sposobem domowym. Podczas wizyty u znajomych spod Warszawy ich córka, która jest dziewczyną po szkole plastycznej, wysłuchuje relacji pani Małgorzaty i rysuje mężczyznę, którego ta widziała. Posturę, te przylizane włosy, długi biały t-shirt. A policyjny rysownik, jak wspomina ojciec, niewiele już miał do tego szkicu do dodania, bo wszystko było narysowane.
51:11
Pierwszą rocznicę śmierci Izy w sierpniu 2012 roku śledczy przeprowadzają eksperyment procesowy z udziałem pozorantów. Wyłania się z tego eksperymentu najbardziej prawdopodobny scenariusz zdarzenia. Sprawca zaczaił się w wysokiej trawie przy krawędzi drogi, być może przyczajony, być może niewidoczny i czekał na dogodny moment. Zaatakował od tyłu, jeszcze na drodze, gdzie Iza zgubiła but, przydusił ją ramieniem i wciągnął w trawę.
51:43
Ale funkcjonariusz Archiwum X, pytany po latach, uczciwie przyzna, że tak naprawdę nie można wykluczyć niczego, ani na tamtym etapie, ani obecnie. Hipotezy są trzy. Banalne. I właśnie dlatego najbardziej racjonalne. Pierwsza brzmi tak, że ktoś kilka dni wcześniej albo tego samego dnia zaobserwował, że Iza tamtędy chodzi i postanowił po prostu się zaczaić. Być może wypatrzył ją, gdy szła z koleżanką na przystanek i czekał, aż będzie wracać. A jeśli tak, to niewykluczone, że Małgorzata mijając na drodze zniecierpliwionego mężczyznę chowającego twarz minęła oprawcę własnej córki.
52:22
Drugi jest taki, że sprawca upatrzył sobie gdzieś Izę na osiedlu i śledził ją w sposób, którego kamery nie uchwyciły. A trzecia hipoteza brzmi tak, że było to spotkanie całkowicie przypadkowe. Jest i czwarty znak zapytania. Możliwe, że w ogóle nie miało dojść do zabójstwa, że sprawca, słysząc opór i krzyk ofiary, tuż przy tętniącej życiem giełdzie zabił w panice, ze strachu przed rozpoznaniem i ujawnieniem. Cokolwiek nim kierowało, jedno nie ulega wątpliwości, czyli to, że był zuchwały.
52:59
Nie przestraszyło go ani to, że dookoła są ludzie, że są dzieci w krzakach, pracownicy za płotem, rodzice na tarasie 200 metrów dalej, ani to, że dom ofiary jest o krok.
53:13
Machina badań DNA pracuje na pełnych obrotach. Przebadani zostają znajomi Izy, koledzy Patryka, rodzina, no praktycznie wszyscy, niektórzy nawet dwukrotnie, sąsiedzi z kolonii i okolicy, pracownicy giełdy, Szymon, chłopak Izy, a według relacji nawet jego ojciec, kolega, z którym Iza widziała się tamtego dnia w centrum, no po prostu każdy pasujący do któregokolwiek rysopisu, każdy wskazany przez policjantów znających teren, i ludzi, każdy zgłoszony przez postronnych także anonimowo.
53:48
Jeszcze w tym samym 2013 roku dzieje się bowiem coś, co w zasadzie wyprzedza swoją epokę. Profil sprawcy trafia do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, gdzie zespół pod kierunkiem profesora Wojciecha Branickiego, który jest pionierem badań genetycznych w Polsce, przeprowadza na nim badanie cech fenotypowych. Jedno z pierwszych tego typu w ogóle w kraju. a wyniki są, no, konkretne. Z prawdopodobieństwem 94% sprawca ma niebieskie oczy, a jego włosy są jasne.
54:24
I tutaj relacje podają raz 84, raz 80%, ale kierunek jest jednoznaczny. Ten wynik, w cudzysłowie, wywraca stolik. No bo stoi w sprzeczności z jednym i drugim portretem pamięciowym. ani siwy mężczyzna od grzybów, ani ciemnowłosy mężczyzna z drogi nie pasują do jasnowłosego, niebieskookiego człowieka zapisanego w próbówce.
54:53
Śledczy podkreślają uczciwie, że fenotypowanie to wskazówka, która może pozwalać zawęzić krąg, ale nie pewnik. Zawsze zostaje te kilka procent, więc odmiennego koloru oczu czy włosów nie traktuje się jako cechy eliminującej. Uważam, że to bardzo dobrze podejście. Ale po raz pierwszy w tej sprawie nauka mówi coś, czego nie spodziewał się żaden świadek i po raz pierwszy, choć nikt jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, mówi prawdę. Podczas gdy ludzka pamięć błądzi.
55:27
Pani Małgorzata przez wiele lat nie może podnieść się po tej tragedii. I w jakiś sposób podnosi się po około pięciu latach, a dokładniej podnosi ją wiara, choć droga do niej jest bardzo kręta. Podczas jednej ze mszy świętych słyszy od księdza słowa o tym, że śmierć to nie jest koniec, że życie trwa dalej, tylko po prostu w innej postaci. I wtedy czuje, jakby wybudziła się z trwającego latami letargu.
55:58
Po raz pierwszy od tragedii czuje, że jeszcze zobaczy Izę i dzieli się tym z mężem, a on opowiada jej własną historię. Opowiada jej o ciężkim wypadku sprzed lat, o tym, że przez chwilę był po drugiej stronie i że to prawda, że życie tutaj to nie jest koniec.
56:16
Małgorzata wtedy zaczyna czytać świadectwa życia po życiu. Zakreśla także w książkach fragmenty, które wkrótce zaczyna znać na pamięć. Jeździ na rekolekcje do pustelni, czyli trzy dni w całkowitej ciszy, bez słowa nawet przy posiłkach, na pielgrzymki do świętych miejsc. No i jest cały czas w rozjazdach. Dołącza do wspólnoty rodziców po stracie dziecka, gdzie raz na trzy miesiące odbywa się msza, a po niej spotkania przy kawie i cieście. Ludzie, których po prostu połączyło to samo nieszczęście, trzymają się nawzajem przy życiu i pani Małgorzata okazuje się w tym bardzo dobra, naprawdę dobra.
56:57
Pan Sławomir zapamiętał nawet małżeństwo, którego syn zginął pod kołami Tira, gdzie kobieta po latach od tragedii nie była w stanie wydusić słowa i cała się trzęsła, że to właśnie pani Małgorzata się nią zajęła i to ona ją uratowała.
57:15
Jednak ta przemiana pani Małgorzaty idzie dalej niż ktokolwiek się spodziewał i dzieli rodzinę. Kobieta, która o zabójcy córki początkowo mówiła ten gnój i modliła się o jego znalezienie i ukaranie, w pewnym momencie przestała. Przebacza. Przestaje prosić Boga o karę, a zaczyna prosić o nawrócenie sprawcy. Według relacji męża mówiła wręcz, że nie chce już, żeby go odnaleziono, jakby ziemska sprawiedliwość przestała być jej do czegokolwiek potrzebna.
57:51
W międzyczasie profil sprawcy pracuje przez te lata w tle, Ale w taki sposób, o którym po prostu mało kto wie, bowiem na mocy unijnej decyzji polskie bazy DNA wymieniają się danymi automatycznie z bazami państw Unii i krajów pokroju Wielkiej Brytanii. A warto wiedzieć, że na wyspach do policyjnej bazy trafia się nawet zaprowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu czy narkotyków, więc sito jest tam po prostu wyjątkowo gęste. Śledczy przyznają, że nie sprawdzili może wszystkich egzotycznych zakątków świata, ale we wszystkich dużych państwach zrzeszonych w Interpolu DNA sprawcy nigdzie się nie skrzyżowało.
58:32
22 kwietnia 2001 roku w nocy pana Sławomira buzi dziwny dźwięk. To jego żona, Małgorzata, która ma problem ze złapaniem oddechu. Zrywa się i próbuje się jakoś ucucić, ale nie jest w stanie. W pewnym momencie kobieta bierze na jego oczach ostatni oddech.
58:51
Pan Sławomir oczywiście reanimuje, natychmiast wzywa pogotowie, jednak ratownicy po przyjeździe mogą już tylko stwierdzić zgon. Pani Małgorzata Strzałkowska umiera nagle, nad ranem, a przyczyny zgonu nigdy nie udaje się ustalić, bo sekcja nie daje odpowiedzi. Sprawa pozostaje medyczną zagadką. Umiera w noc poprzedzającą 23 urodziny Izy. I umiera, co zapamiętuje mąż, z delikatnym uśmiechem na twarzy.
59:25
Babcia Teresa, która właśnie straciła córkę, 10 lat po tym, jak straciła wnuczkę, powie o tym uśmiechu rzecz, w którą trudno nie uwierzyć, gdy zna się całą tą historię. Twierdzi, że to Iza po nią przyszła, że jej córka Małgosia uśmiechnęła się po prostu do Izy, kiedy wreszcie ją zobaczyła. I dodaje, że Małgosia tyle razy powtarzała, że chce być z córką, że chyba w końcu sobie tę śmierć wymodliła.
59:53
Wspólnota rodziców po stracie dziecka żegnę ją wpisem, w którym nazywa ją tak, jak znali ją wszyscy, mamą Izy. I pisze, że ta, która zawsze mówiła do nich, dziś słucha ich z góry. Niech ją przytuli całe niebo. A pod wpisem pojawiają się dziesiątki komentarzy, a większość mówi to samo. Że już nie tęskni, że wreszcie jest tam, gdzie zawsze chciała być. Przy Izie.
60:20
Dąbrowa zmienia się w tym czasie nie do poznania. Giełdy owocowe warzywnej już nie ma, a na jej miejscu i na okolicznych polach deweloperzy z niepohamowanym apetytem na każdy skrawek zieleni stawiają nowe osiedla. Droga, na której zginęła Iza, dziś jest zarośnięta i bardzo odludna, a w tle niewidoczna dla nikogo toczy się praca, o której nawet rodzina wie niewiele. W 2020 roku sprawę przejmuje prokuratura regionalna w Gdańsku.
60:54
Prokurator sporządza szczegółową analizę całego zgromadzonego przez lata materiału i wspólnie z policjantami Archiwum X rozpoczyna jego ponowną systematyczną weryfikację. I znowu przesłuchiwani są kolejni świadkowie. Powstają kolejne tysiące stron dokumentacji, dziesiątki nowych opinii biegłych i tak łączny bilans śledztwa urośnie do liczb, które do dziś trudno ogarnąć. Ponad 950 przesłuchanych osób.
61:23
ponad 900 pobranych próbek DNA, blisko 150 opinii biegłych z zakresu genetyki, medycyny sądowej, daktyloskopii, informatyki, elektrochemii, inżynierii materiałowej oraz profilowania kryminalnego. Śledczy, jak ujmie to po latach policyjny komunikat, pracują nad każdym możliwym tropem, budując nowe hipotezy. Ale prawdziwy przełom przyjdzie z decyzji, którą prokurator podejmie w 2024 roku, decyzji bez precedensu w polskiej praktyce śledczej.
62:01
W oparciu o wcześniej nawiązaną współpracę ekspercką z amerykańskimi biegłymi, prokurator zleca polskiemu zespołowi biegłych ekspertyzę z zakresu tak zwanej genealogii genetycznej. W Polsce nikt wcześniej tego nie robił. W Stanach Zjednoczonych metoda jest już od lat w użyciu i to właśnie dzięki niej. W 2018 roku FBI i kalifornijska policja zidentyfikowały Josefa Jamesa DeAngelo, czyli seryjnego mordercę, gwałciciela i włamywacza.
62:33
Bo przez lata śledczy mogli znaleźć sprawcę wyłącznie wtedy, gdy jego DNA trafiło do którejś z policyjnych baz. A więc, tak jak mówiłam wcześniej, tylko wtedy, gdy dana osoba już raz wpadła. Jednak genealogia genetyczna nie potrzebuje sprawcy w żadnej bazie. Wystarczy wyłącznie, że w ogólnodostępnej takiej komercyjnej bazie genealogicznej, takiej do której miliony ludzi na całym świecie, a zwłaszcza w Ameryce, dobrowolnie wysyłają swoje próbki na przykład, żeby szukać przodków i krewnych, znajdzie się ktokolwiek z rodziny poszukiwanej osoby.
63:13
Analiza pokrewieństwa pozwala wtedy zawęzić poszukiwania do konkretnej gałęzi drzewa genealogicznego. Niekiedy, jak mówi prokurator Marciniak, do jednej czy dwóch osób, niekiedy do szerszego kręgu. I Marciniak będzie przy tym z prawniczą precyzją podkreślał rzecz zasadną. Ta metoda ma charakter wykrywczy, niedowodowy. Ekspertyza z genealogii genetycznej nie jest dowodem sprawstwa, ale bardzo istotną wskazówką, w jakim obszarze osobowym zasadne jest dane zweryfikowanie związku wytypowanej osoby z danym przestępstwem, bo dowodem będzie dopiero porównanie DNA.
63:55
I dokładnie ten mechanizm zadziała.
64:00
21 lipca 2026 roku we wtorek rano policjanci Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku na polecenie prokuratora zatrzymują 37-letniego Michała S. Według jednej relacji szedł właśnie do sklepu, a według innej wyrzucić śmieci. Tej drobnej rozbieżności nie udało mi się rozstrzygnąć, więc po prostu Państwu odnotowuję.
64:24
Istotne jest co innego. Gdy słyszy powód zatrzymania, mężczyzna od razu wie, o jaką zbrodnię chodzi. I spontanicznie przyznaje się do zabójstwa Izabeli Strzałkowskiej. Mówi policjantom, tak jestem osobą, której szukacie. Później w prokuraturze, poza samym przyznaniem się, odmówi już składanie jakichkolwiek wyjaśnień i nie odpowie na żadne pytanie śledczych. Bezpośrednio po zatrzymaniu w trybie bezzwłocznym pobrany zostaje od niego biologiczny materiał porównawczy, który trafia do dwóch niezależnych od siebie instytucji naukowych, które właśnie służą śledztwu wsparciem już od samego początku.
65:04
Jest to Pracownia Biologii i Genetyki Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Pracownia Genetyki Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sena w Krakowie. Tego samego instytutu, który 13 lat wcześniej odczytał z próbki kolor oczu i włosów sprawców. Obie ekspertyzy zostają wykonane przed upływem 48 godzin od zatrzymania i obie potwierdzają pełną zgodność profilu DNA podejrzanego z profilem.
65:38
W środę Sąd Rejonowy w Gdańsku stosuje tymczasowy areszt, jest to środek zapobiegawczy. Zarzut? Zabójstwo na tle seksualnym, a grożąca mu kara to od 12 do 15 lat pozbywienia wolności, 25 lat lub dożywocie i tutaj Jest jedna nieścisłość, której też nie wolno przemilczeć, bowiem część komunikatów medialnych z lipca 26 roku mówi wprost o gwałci i zabójstwie, podczas gdy ustalenia z sekcji z 2011 roku wskazywały przecież, że do zgwałcenia nie doszło.
66:12
Nie wiem tego, czy ta różnica wynika na przykład z nowych ustaleń śledztwa przyjętej kwalifikacji prawnej, bo tak także może być, czy po prostu ze skrótów medialnego języka na podstawie dostępnych źródeł nie da się rozstrzygnąć. Wystosuję pismo do prokuratury i jeżeli uzyskam odpowiedź, na pewno Państwu na kanale Zed Jak Zbrodnia napiszę, więc zachęcam do subskrypcji kanału.
66:38
A teraz najbardziej gorzka część tej historii. Kim okazuje się podejrzany?
66:44
bowiem w chwili zbrodni Michał S. miał 22 lata i był studentem. Mieszkał w Dąbrowie, kilkaset metrów od domu Izy, według jednej z relacji około 500 metrów. Nigdy ani przed zabójstwem, ani przez 15 lat po nim nie był karany, ani nawet notowany przez policję i właśnie dlatego jego profil nie figurował w żadnej bazie. Dziś jest żonaty, pracuje, prowadzi ustabilizowany tryb życia i jest ojcem dwójki dzieci w wieku przedszkolnym.
67:20
Do żadnego z dwóch portretów pamięciowych nie był podobny. Te, jak przyznają dziś sami śledczy, pokazywały zupełnie innego mężczyznę. Przez 15 lat nie wskazał go nikt, nie znalazł się wśród wytypowanych, nie wypłynął w żadnym z setek zgłoszeń, nie zwrócił żadnej uwagi.
67:42
Czwartek 23 lipca 2026 roku prokuratura regionalna w Gdańsku zwołuje konferencję prasową, która obiega całą Polskę. Rodzina zamordowanej, ta, która od pierwszego dnia współpracowała z policją i prokuraturą, przyjmuje wiadomość z mieszaniną ulgi, satysfakcji po latach zwątpienia i uczuć, których chyba nikt postronny po prostu nie ma prawa oceniać.
68:09
Najbardziej przyjmująco brzmi głos babci Teresy. Dokładnie tej samej, która latami bała się zupełnie innego człowieka i prosiła Boga o wybaczenie, jeśli jest w błędzie. Starsza kobieta mówi przed kamerą, że gdy dowiedziała się, iż zatrzymany jest żonaty i ma dwoje małych dzieci, poleciały jej łzy. I że pierwsza jej myśl pobiegła do matki tych dzieci. Co ta biedna kobieta teraz zrobi?
68:37
I w tym jednym zdaniu jest cała ta rodzina. Po 15 latach piekła babcia zabitej dziewczynki płacze nad rodziną mordercy, a prokuratura ogłaszając przełom kieruje na koniec słowa nie do dziennikarzy, nie do opinii publicznej, lecz do bardzo konkretnych, bezimiennych adresatów. Do sprawców wszystkich niewykrytych zabójstw z długiej listy Archiwum X.
69:06
Brzmią one, idziemy po Was.
69:13
Nazywam się Kamila Rolak i dziękuję za wysłuchanie dzisiejszego odcinka podcastu. Jeżeli nie znacie Państwo poprzedniej historii, wróćcie do sprawy Ewy, młodej harcerki i ratowniczki, która wyszła na zbiórkę, ale nigdy na nią nie dotarła. Została zamordowana dla telefonu i 20 zł, a skazani za te zbrodnie sprawcy od lat są na wolności. Zachęcam do subskrypcji kanału, podbijania go. Bądźcie Państwo bezpieczni. Do usłyszenia.